2013-06-17

Kisiel, czy galaretka?

Nie rozumiem Mateusza.

Jeszcze w czwartek było najlepiej pod słońcem. Jeszcze w zeszłym tygodniu proponował koncert. Ostatnio jak dowiedział się, że gdzieś rano kiblowałem na jakimś przystanku w okolicy powiedział: "czemu nie zadzwoniłeś? przyjechałbym po ciebie!".

A tu w piątek rano: ODMOWA. Nie zabieraj mnie autem. Pojadę autobusem.


Przez cały weekend o tym myślałem. Dlaczego tak stanowczo odmówił? Głupio tak pytać o to więc miałem nadzieję, że dzisiaj się wyjaśni. A dzisiaj nie jechał! Kurde, co jest grane?

A co mi tam. Napisałem dzisiaj wieczorem do niego smsa. Jak leci, co porabia no i ps. czy jutro będzie jechać ze mną autobusem.

Odpowiedział po chwili, że jedzie autem i zaproponował, że może mnie wziąć.

Oczywiście, że odpowiedziałem, że jeśli to dla niego nie kłopot, to chętnie skorzystam. No i wspomniałem, że mam nadzieję, że będę mógł się odwdzięczyć podwożąc go autem np. w czwartek.

Tego już nie skomentował, tylko napisał, że mam czekać w tym miejscu co ostatnio i mnie weźmie.



Oczywiście w jego smsach były emotikony ":-)", więc wszystko było bardzo miłe. Ale sam nie wiem, co mam myśleć.

Może jechał kiedyś autem z kimś i miał wypadek i dlatego nie chce jechać ze mną? Albo rzeczywiście u mnie śmierdzi? A może nie lubi, jak ktoś inny prowadzi?





Wiem, te wszystkie dywagacje.... to droga donikąd. Ostrzegał mnie już ktoś na blogu, że jego każdy gest będę analizował pod kątem: "czuje coś do mnie? a może nic nie czuje? a może już nic nie czuje? albo dopiero będzie czuć?".

Przecież facet pewnie jest hetero. Co ja robię? Z motyką na słońce. Będę cierpieć. Ale co tam, ważne, że teraz jest super. I że jutro znowu się zobaczymy.


Nie mogę się doczekać.


Głupi jestem na całego. A może zaryzykować i powiedzieć mu co czuję? Będę wtedy wiedział na pewno, czy jest sens, czy nie. A może go tylko spłoszę? A może jednak trzeba krok po kroku?

KURNA.

PS. Wolę galaretkę.

2013-06-16

Nieobecni. O pasjach i obsesjach.

Uwielbiam ludzi, którzy mają jakieś pasje. Bez względu na to, czy to jest muzyka, sport, pisanie książek, wierszy, sklejanie modeli samolotów lub nawet zbieranie kamyków.

Uwielbiam poznawać te pasje i tym samym wkradać się do tego ich zamkniętego świata. W pewnym momencie oni czują się zawstydzeni, ponieważ obnażyli przede mną swoje najgłębsze marzenia.




Ale kiedy ich pasja zaczyna być obsesją.....

Na przykład chęć posiadania przez nich doskonałego ciała powoduje, że spędzają całe dnie na siłowni. Katują się, aby zbliżyć się do swojego wyimaginowanego modelu. Będą chodzić na zabiegi wybielania zębów częściej niż to dozwolone. To samo z solarium, itp, itd. Będą dążyć do doskonałości.

Dlaczego? Bo pewnie chcą się podobać innym. Może sobie też. Tylko kiedy "staną się doskonali" będą tego samego wymagać od innych. "Nie umawiam się z nim. Widziałeś jego paznokcie, ręce i suchą skórę? FUJ!".

Co się wtedy dzieje? Stają się nieobecni. Próżni. Każdą wolną chwilę będą spędzać na doskonaleniu swojego ciała. Jakoś nie będzie im przeszkadzać, że oddalają się ich znajomi, rodzina. Nawet takiemu jest to na rękę, bo ma więcej czasu na doskonalenie swojego ciała.

Życie przeleci im przez palce, a i tak będą jego większą część spędzać w samotności. No bo kto spełni ich co raz wyższe wymagania?

Jakoś mi ich nie żal.

Marzę o niedoskonałbym facecie. Zwykłym, z którym będę się czuć swobodnie. I czuć, że żyję.


A nieobecnym życzę....., aby jak najmniej przyjaciół i członków rodziny przeszkadzało im w realizacji ich "pasji". 

2013-06-15

Marcin i alarm pożarowy.


Jakieś 1,5 godziny przed osiągnięciem warszwskiej destynacji docelowej postanowiłem rozprostować kości, wyjść na korytarz i móc w spokoju słuchać głośno muzyki na słuchawkach bez obaw o uwagi innych pasażerów: “panie, dźwięk panu przecieka z słuchawek, nie da sie wytrzymać, wyłącz pan to”. 

Na podobny pomysł musiało wpaść trzech innych pasażerów wagonu z różnych przedziałów, bo nie stałem sam. Każdy co jakiś czas każdy zerkał w raz na lewo, raz na prawo wzdłuż korytarza. Po jakimś czasie zaczał się kręcić koleś w krótkich spodenkach, krótko obcięty. Przemierzał korytarz w jedną i drugą stronę. W końcu do mnie podszedł i swoim gestem pokazał, że mam zdjąć słuchawki, bo chce coś powiedzieć. 

Ja: - Tak?
On: - Sorry, czy wiesz jak dojść do wagonu barowego? Bo tam dalej jest sypialny i wejście jest zablokowane. 
Ja: - Niestety, przejście jest zablokowane, bo tamte wagony należą do Russian Railways. Jadą do Moskwy. A z reguły w pociągach TLK nie ma wagonu barowego. 
On: - Szkoda, człowiek chciałby coś zjeść, zapalić...

I tak od słowa do słowa wyszło, że obaj uwielbiamy jeździć pociągami. Myślałem, że on jest Warszawakiem, bo przecież Ślązak to nie zagada do obecgo  (a tym bardziej faceta). No chyba, że tak jak w moim przypadku - zagada po 8 miesiącach bicia się z myślami. Okazało się, że jest z Katowic i jedzie do znajomych na weekend do Warszawy. 

Co więcej wyszło na to, że studiował na mojej uczelni... mój kierunek. 

On: -A w którym roku kończyłeś?
Ja: - 2005.
On: - Co?! A to jaki jesteś rocznik?!
Ja: - 81. A ty?
On: - 85. W życiu bym nie pomyślał, byłem pewien, że jesteś młodszy ode mnie. 
Ja: dzięki!

Tutaj muszę się Wam pochwalić taką rozmową, bo moje próżne ego zostało podłechtane do granic wszelkich możliwości :-) Czyżby to ta rewolucja żywieniowa?

Pociąg zatrzymał się na Zachodniej. Pasażerowie byli zdezorientowani, bo wychodziłoby na to, że pociąg dojedzie do Wawy Centralnej wcześniej o jakieś 50 minut niż planowano. Konduktorzy poinformowali, że na Wschodniej... jest planowy postój (właśnie te podejrzane 50 minut). 

Chłopak zaproponował by jednak wysiąść na Zachodniej i przesiąść się na jakiś inny podmiejski TLK, bo do tego uprawniają nas bilety. Nie miałem pojęcia, że jest takie prawo do przesiadki na trasie. 

Trochę pobiegaliśmy po peronach i w końcu wsiedliśmy w jakiegoś Elfa lub innego (czerwonego) cuda. Gadaliśmy o różnych rzeczach. Wypytywał co to z kierunek, na jakiej uczelni będę studiował, co robię w pracy, jak mi się podobały studia, itp, itd. Co jakiś czas podkreślał, jak bardzo chciałby zapalić. Zdradził, że pali LMy Forwardy. Nie miałem pojęcia, że takie papierosy istnieją. Do tej pory żyłem w swiadomości, że LMy mogą być tylko niebeiskie lub zielone. 

Na odchodne zaproponował wymianę telefonów. Przedstawił się jako Marcin. Po czym rozeszliśmy się każdy w inną stronę. Na niego miała czekać koleżanka, a ja ruszyłem w stronę uczelni. 

Na uczelni korytarze pełne studentów. Chyba teraz jakaś sesja jest? Muszę przyznać, że od razu widać różnice w urodzie studentów warszawskich a Śląskich. Nie chodzi o to, że ładniejsi lub brzydsi, ale po prostu inne type urody, których nie widzę na Śląsku. Inne geny pewnie. 

Zapisano mnie na rozmowę kwalifikwacyjną w przyszłym tygodniu w ostatnim wolnym terminie, czyli po.... 20:00 :-) Zatem znowu czeka mnie wycieczka do Warszawy :-) 

Lubię to. 

Wróciłem do ścisłego centrum i chciałem złapać pociąg do KTW o 11:37. Ale kiedy wszedłem na Dworzec Centralny rozległ się alarm a z głośników nadano komunikat (głosem Krystyny Czubównej):

UWAGA! Budynek dworca jest zagrożony pożarem. Proszę kierować się do wyjść ewakuacyjnych i opuścić budynek. Proszę zachować spokój. 

Ja spokoju nie zachowałem. Zaraz uciekłem. Do Złotych Tarasów. Ciekawe... prawie nikt nie opuszczał budynku...

Pojechałem późniejszym, wolniejszym...





PS. Oczywiście, na pewno ten Marcin musiał być heterykiem, który chciał sobie tylko pogadać z nieznajomym :-) Dość przystojny, ale nie w moim typie. 

Byloby dziwnie?

Wlasnie jade w pociagu relacji Praga-Moskwa na trasie KTW-WAW, poniewaz musze dostarczyc stos dokumentow, aby ubiegac sie o przyjecie na studia w stolicy od pazdziernika.

W kolejnym tygodniu czekaja mnie rozmowy kwalifikacyjne. Z testu z jezyka jestem na szczescie zwolniony. Rozmowa trwa prawie godzine i moga pytac o wszystko. Wyniki rekrutacji beda pod koniec miesiaca. 

Siedze w przedziale i zastanawiam sie co by bylo, gdym podrozowal z moim facetem i co jakis czas:

1. Pytalbym, czy wszysko w porzadku? Wygodnie Ci? chcesz sie polozyc? Nie zuj tej gumy jak pijesz wode, bo sie zadlawisz. 

2. Zaloz swter, bo zimno sie zrobilo.

3. Jestes czerwony. Nie masz goraczki? Mam sprawdzic?

4. Zjedz kanapke, bo sniadanie jedlismy juz dawno.

5. Na pewno Ci wygodnie?

6. Czemu wczoraj nie wyslales mi smsa na dobranoc?




Pomijajac fakt, ze facet pewnie rzucilby mnie chwile pozniej i wysiadl na najblizszej stacji (np. Zawiercie!)...


...zastanawia mnie jaka bylaby reakcja pasazerow w przedziale na moja "nadgorliwa czulosc". 

Ciekawe, czy by sie zorientowali :)

Macie pomysly co do ich reakcji? Ja bawilbym sie cala sytuacja wysmienicie. A jesli moj facet mialby poczucie humoru, zabawilby sie ze mna.




2013-06-14

Odmowa

Nie wiem co się stało. W czwartek Mat podwiózł mnie rano do pracy pod samo wejście. Świetnie się gadało, atmosfera była niesamowita. Wczoraj zaproponowałem mu, że dziś to ja podwiozę go do pracy, ponieważ i tak miałem w planie jechać autem. Pracujemy obaj w Katowicach. Powiedział

- Dam znać.


Wczoraj wieczorem jeszcze nie dawał żadnego znaku. Dzisiaj rano o 5:59 napisał do mnie smsa:

 - Nie przyjeżdzaj po mnie. Pojadę dziś do pracy normalnie autobusem. Dzięki za propozycję. Pozdrawiam :-)




Hm.... skąd taka nagła zmiana? Jeszcze parę dni temu proponował mi wspólne wyjście na koncert ("bo dziewczyna nie przyjeżdża na weekend").

Powodów może być milion:
1. Za bardzo mu się narzucam
2. On czułby się skrępowany
3. Nie chciał, by znajomi z miejscowości widzieli na przystanku, ja podjeżdża pod niego jakiś facet.
4. Ma mnie cholernie dość
5. Nie chciałby czuć wobec mnie kolejnego zobowiązania
6. Śmierdzę.
7. Mój samochód śmierdzi (ale to mało prawodpodobne, bo 2 tygodnie temu przechodził gruntowne czyszczenie wnętrza w zakładzie)
8. Jego dziewczyna dowiedziałą się o mnie i zakazała się ze mną spoufalać.
9. Śmierdzi mi z ust
10. Jestem słabym kierowcą
11. milion innych powodów.


No cóż, ryzyko porażki było bardzo wysokie i wkalkulowane w tę inicjatywę. Ryzyko wysokie, wpływ na mnie bardzo wysoki.


Zobaczę jak będzie wyglądał przyszły tydzień. Będzie co ma być. Nawet jeśli by się teraz wszystko skończyło to i tak było warto. Bo było cudownie.

2013-06-13

Drive me crazy

Mat jest tez super kierowca. Zna wszystkie skroty. Timing opanowany do perfekcji. To lubie.

Gdybym mogl nagrac w glowie ten usmiech, ktorym mnie dzis przywital w jego aucie, to wyeksploatowalbym przycisk "REPLAY".

2013-06-10

Don't ask, don't tell

Ja wiem, ze u Mata mam 1% szans, ale sam fakt, ze sie kolegujemy, gadamy, smiejemy, gapimy w oczy, obracamy sie na odchodne killa razy...

.... sprawia, ze jest mi bardzo przyjemnie.


Podoba mi sie to co Atlu napisal: "jak jest inteligentny, to nie zapyta".

Mat jest inteligentny i nie moze nie wiedziec co jest grane. Te miliony spojrzen w autobusie, to moje zagadanie, to ze spedzamy tak milo czas...

Nie pyta. A ja nie mowie.


Crazy, Sexy, Cool

Z Mateuszem jest śmiesznie. Codziennie spędzam z nim godzinę o poranku. Nie jest możliwe, aby z jednego tematu nie przejść z zupełnie inny w ułamku sekundy.

Tak bardzo się przyzwyczaiłem, że ON JEST, że ciężko sobie wyobrazić, żeby było inaczej.

Pamiętacie jak pisałem, że on w deszczowe dni z reguły jeździł samochodem? Reguła ta została jakiś czas temu złamana. Anulowana.

A dziś powiedział dość konkretnie:

Mat: - Jak będę akurat jechać rano samochodem, to będę ciebie zabierać. Chcesz?
Ja: -Yyyyyy. Spoko.


Mam nadzieję Mat jeździ bezpiecznie :-)

Mam nadzieję Mat mnie polubił :-)









2013-06-09

Umiar?

Nie wiem co to umiar w związku.

W pierwszym związku, czas jaki mogłem spędzić z nim był bardzo ograniczony (z powodu jego różnych obowiązków). Podaż mała, zatem cena czasu spędzonego z nim szybowała do nieskończoności. Byłem bardzo "głodny jego". Będąc z nim parę godzin po prostu "jadłem" go oczami....

W innym związku dostępność była co prawda większa, ale i tak widywaliśmy się tylko  2-3 razy na tydzień po kilka godzin ze względu na różne godziny naszej pracy, jego znajomych no i fakt, że sam nie miał takiej potrzeby, aby spotykać się często (podkreślał to oficjalnie).

Było to dla mnie dość dziwne, ponieważ im więcej czasu z nim spędzałem, tym byłem bardziej "jego głodny". Czułem, że gonię go, a on ucieka. Im szybciej goniłem, tym szybciej uciekał. Zaczynałem mieć pretensje, że spędza czas ze znajomymi, że chce też czas spędzać na odpoczynku w samotności. Lub woli oglądać swój ulubiony serial.


- Jak to? Wypoczywać beze mnie? Czyli już mnie nie kochasz? - oto moje pierwsze myśli. Które zamieniały się na słowa. A następnie w wielką kłótnię.

Dopiero będąc z nim na wakacjach, mając go przy sobie 24/7 czułem się całkowicie spełniony.

Tak, wiem. Dzisiaj powiem: "moje zachowanie było chore". Ale wtedy brak umiaru wydawał mi się czymś naturalnym.

Powinienem brać przykład z Mateusza. Z dziewczyną widuje się co weekend lub co drugi weekend. Bo jak twierdzi: "nie ma potrzeby częściej".

Ciekawe z czego wynikał mój brak poczucia umiaru? Był po prostu proporcjonalny do miłości? A może był zaburzeniem?


Z jednej strony fajnie jest za kimś szaleć, ale takim zachowaniem możemy kogoś zniechęcić. Byłoby idealnie, gdybym trafił na takiego szaleńca jak ja. Tylko, czy wtedy..... nie wypalilibyśmy się?


Jakie macie doświadzczenia z Waszych związków? Jak często się spotykaliście w tygodniu? Na ile godzin